sobota, 2 marca 2013

Nie budź Mańka baranie - dzień 81

Opuszczamy Varkale, bez żalu. Piękne miejsce, lecz pełne zepsutych pieniędzmi ludzi. Taki los miejsc bardzo turystycznych. Nic tu po nas.
Tuk tukiem jedziemy na stację kolejową. Kierowca puścił sobie na telefonie "Gangam Style" i prawie że tańczy jadąc i wyprzedzając na trzeciego. Dlaczego mnie to nie dziwi?
Mamy godzinę do odjazdu pociągu, idę kupić nasz ostatni hit, czyli czerwone banany. Ale po drodze wszedłem do facebooka hahaha, serio! Jak? Dowiesz się oglądając film, link jak zwykle poniżej.
Przed nami 16 godzin jazdy, na pierwszy rzut ucha brzmi męcząco, lecz wcale tak nie jest. O 15.00 wyruszamy, o 19.00 rozkładamy prycze i układamy się do snu.
I tak powoli i słodko zasypiam, reszta rodzinki już odpłynęła. Zostałem ja. Leżę sobie, słucham stukotu, lekko buja. Mega przyjemnie. Po pewnym czasie odgłosy stają się coraz cichsze. Moja świadomość dryfuje gdzieś daleko stąd. Zapadam w sen.
Nagle ktoś mocno szarpie mnie za ramię. I tak kilka razy.
- To moje miejsce - stwierdza hindus
- Że co?! - dziwię się jeszcze zaspany
- To moje miejsce - wskazuje na moją pryczę
- Ze jak?! - wstaję strzepując z siebie resztki snu.
Po ostrej wymianie zdań i pokazaniu swojego biletu z rezerwacją miejsca wróciłem na swoją pryczę.
No myślałem, że zatłukę barana. Chciał sobie na dole spać i myślał, że mnie wykurzy. A zamiast tego mnie wkurzył. I to ostro. Bezpodstawnie chciał zająć moje miejsce. Bo on chce i już. Pomijając fakt, że Maks już spał i musiałbym go przenieść. Ech te Indie, i te skrajne emocje...
Ale z każdej sytuacji płynie jakaś korzyść. Jaka teraz? Napisałem powyższy tekst.
Posłucham sobie jeszcze muzyki.

Stuk puk, stuk puk. Kocham to.
Dobranoc.

Jutro Madras, obecnie nazywany Chennai.

>> FILMIK O TYM JAK WSZEDŁEM DO FACEBOOKA <<

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza