piątek, 15 stycznia 2010

Orzel wyladowal;) - Dzien 2

Rany jak tu goraco! Po wyjsciu z samolotu parne i niemal namacalne powietrze otoczylo nasze ciala. Tego nam wlasnie brakowalo, tego zapachu rozgrzanej ziemi i trawy. Za tym tesknilismy!
Autobus za 8RM za osobe zabral nas do chinatown, teraz siedzimy w lobby hostelu Red Dragon i zaraz szykujemy sie do snu, jest 1 w nocy czasu lokalnego, lecz dla nas to ciagle 17, ale po trzynastu godzinach lotu nie bedzie to chyba problem. Maksio juz na poczatku zgubil sandalka, wiec teraz popierdziela na boso. Jutro ruszamy na podboj miasta. To by bylo dzisiaj na tyle, dobranoc:)

4 komentarze:

Hania pisze...

Super! Tylko faktycznie codziennie cos dopisujcie, no i uwazajcie na bosa stopke Maksia (swoja droga trzeba bylo nie gubic sandalka ;))) ). Pozdrawiam serdecznie pelna podziwu dla odwagi i listy rzeczy do zobaczenia! :)

Iza pisze...

Ahhhhh ale super i to ciepło:) A u nas mrozy -20 maja byc. Piszczcie bede sie pomaly zarażać, a przy okazji synka i urodzi sie zarażony:) Wiec wygramy z tata Pawlem:) Czekamy na zdjecia razem z Filipkiem.
Pozdrawiamy

Anonimowy pisze...

rany jak tu zimnooooooo!!!!!!!!!
do znudzenia zapach wilgosci i chlodu ....
chcialoby sie byc w waszej okololicy :)
jedyne pocieszenie to zrobione racuszki ;)
pa buziaki
Justyna i Laurka i Ola

Maniek i Dorotka pisze...

Do Pawla i Izy: naprawde nie ma sie czego bac. Pawel, jesli byles na Dominikanie i moglbys wziac tam dziecko, to pomysl, ze tu jest duzo bardziej bezpiecznie i sluzba zdrowia jest na wyzszym poziomie. Pozdrawiamy i czekamy na Filipka:)

Prześlij komentarz