sobota, 15 grudnia 2012

Nepalskie czapki - dzień 4

My to jednak jesteśmy asy! Obudziliśmy się w południe. Musimy się wziąć w garść, bo jak tak dalej pójdzie to ten jet lag potrwa jeszcze z tydzień. No nic, trzeba coś na tych wakacjach zobaczyć. Więc po śniadaniu ładujemy się do trzykołowej motorikszy, zwanej tuk tukiem. Takie jedno kółko z przodu, dwa z tyłu, ławeczka dla pasażerów i buda. O tak:


"No i my, dwoje białasów w pędzącym tuk tuku przez ulice miasta, pod prąd, zmieniającym kilka pasów naraz. Wielkie autobusy, samochody i motocykle mijały nas dosłownie o centrymetry, emocje sięgały zenitu... Spociły nam się tyłki, mieliśmy szybko bijące serducha i banany na gębach..." Tak było kilka lat temu w Bangkoku gdy po raz pierwszy wsiedliśmy do tej trójkołowej taksówki.
A teraz? W warunkach bardziej hardkorowych, bo w Indiach i z dwójką małych dzieci taka podróż tuk tukiem nie zrobiła na nas większego wrażenia. Ot, środek transportu. Za to nasze synki zakochały się w tuk tukach i chciałyby jeździć nimi całymi dniami.

***

A jakie sa pierwsze obserwacje stolicy Indii? Hałas, huk, wszechobecny brud i pył. Kakofonia dźwięków. Tłumy ludzi, za dużo ludzi, stanowczo za "gęsto". I ta ogromna bieda, która jest wszędzie daje dużo do myślenia, człowiek ma naprawdę mieszane uczucia. Wszędzie widać bezdomnych, na skrawkach chodników, pod wiaduktami i mostami, całe rodziny, starców i inwalidów. Ale najbardziej chwyta za serce widok dzieci w wieku naszych chłopców żebrzących na ulicy. Wpadnę teraz w banał, ale życie jest takie niesprawiedliwe!
Mam wątpliwości moralne, czy powinienem w ogole o tym pisać, przecież nie jest to żadna atrakcja turystyczna, to życie tych ludzi! W takich okropnych warunkach muszą oni zmagać się z codziennością. W porównaniu z nimi moja codzienność to raj na ziemi.
Do szału mnie doprowadza widok wycieczki białasów, gdzie każdy z nich trzyma wielką lustrzankę z wielkim obiektywem. I obskakuje taka grupa małą biedną dziewczynkę i strzelają te swoje foty z odległości metra. To chyba ma nazwę fotograficznych warsztatów? Czy to jest w ogóle ludzkie podejście? Ale nie mnie to oceniać.
Z drugiej strony widzimy przepych. Blisko naszego hotelu stoi ogromny, piękny pałac. Pierwsza nasza myśl: musimy tam zajrzeć. Co się okazało? To nie pałac tylko ekskluzywny salon jubilerski. A kilka metrów dalej w rowie facet robi kupę. Inny przykład. Poprosiliśmy kierowcę tuk tuka o podwiezienie do jakiegoś baru. Ten zawiózł nas do ładnego lokalnego fast fooda, gdzie stołowała się już całkiem inna kasta. Kobiety całe obwieszone złotem, a faceci w bluzach adidasa bawili się nowoczesnymi smartphonami.
Czytaliśmy wcześniej na ten temat, że bieda miesza się tu z bogactwem, lecz zobaczenie tego na własne oczy to zupełnie co innego.

KLIKNIJ TU ABY OBEJRZEC RELACJE WIDEO

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Witajcie,
Przebywam obecnie w Omanie i tak przez najblizsze miesiace. Stad mam 'blisko' do Indii, ot 2,5 h lotu. Czytam Wasze relacje z zapartym tchem, gdyz chcialabym takze Indie zobaczyc, a podobnie jak Wy mam czteroletniego smyka. I wlasciwie tylko dziecko daje mi do zastanowienia czy skorzystac z okazji bliskosci Indii i poleciec. Widzac wszych chlopakow w tym pojezdzie juz wiem ze moj syn bylby w tym momencie najszczesliwszym chlopcem pod sloncem, ale wizja 'brudu' wszechobecnego i moj wszedobylski syn ...:-)

Pozdrawiam,
Agnieszka

Maniek i Dorotka pisze...

mamy ten sam problem, nasze wszędobylskie dzieci ciągle narażone są na niebezpieczeństwa syfu i brudu, ale staramy się zapewnić im najwyższą ochronę i higienę. Nasze chłopaki uwielbiają tuk tuki, riksze rowerowe, krowie zaprzęgi i inne ciekawe zjawiska. A to jest dopiero początek naszej podrózy:)

Prześlij komentarz